Nasze Betlejem
Maryja, Józef, Dzieciątko…
Maryja, Józef, Dzieciątko…Zbliza sie adwent… Co zrobic, zeby dobrze przyjac dar Bozego Narodzenia?
"Może myślisz, że już nikt i nic Ci nie pomoże… że już jest tak źle, że nie może być gorzej… nie chcesz, a może nie potrafisz dać szansy sobie… a tym bardziej Bogu. Możemy się mocno pogubić, zaplątać, zamknąć w bólu, rozpaczy i marazmie… Ale zawsze jest szansa, zawsze jest nadzieja – bo ta nigdy nie umiera. Nadzieja nigdy nie umiera sama z siebie – tylko my mamy władzę, by ją uśmiercić w sobie. Nie czyń tego! Pozwól Bogu Cię odnaleźć. Pozwól Mu objąć Cię w pełnym ciepła i miłości uścisku, jakim Ojciec wita od dawna oczekiwanego syna. Nie zamykaj się na zawsze! Daj sobie i Jemu szansę.
Celem tych rekolekcji jest pobudzenie wiary w tych osobach, które czują, że ją tracą lub utraciły. Nie widzą i nie doświadczają Boga w swoim życiu, mają do Niego żal, stał się On dla nich kimś odległym, obcym, może nawet złym. Zadają sobie ciągle pytanie: Kim jest Bóg, skoro pozwolił na… (śmierć mojego dziecka, na kalectwo mojego dziecka…). Te rekolekcje są też skierowane do tych, którzy nie widzą sensu swojego życia, którzy nie potrafią siebie pokochać i czują, że życie przelatuje im przez palce"
Jezeli, drogi Gosciu, czujesz, ze zaproszenie skierowane jest wlasnie do Ciebie, zajrzyj na strone o.Grzegorza Gintera SJ, ktory jest inicjatorem tych rekolekcji: http://www.ginter.jezuici.pl/
Tym razem osobiscie. Ponizej zamieszczam fragment refleksji na tegoroczny Tydzien Misyjny, tak od "drugiej strony":
"Bardzo dużo mówi się o tym, że dający więcej otrzymuje niż daje. Ale jak wytłumaczyć, że tak naprawdę nie daje się niczego? …Trudne? Nie do przyjęcia? Być może da się to nazwać inaczej, ale jedyne, czego potrzebuje jeden człowiek, żeby znaleźć się wśród innych jako rzecznik Kościoła i Boga, to wiara, że moje nic może być podstawą kreacji jakiegoś świata. Ba! Skoro tak, powiecie, to po co latać aż na drugą półkulę? Jakkolwiek by to nie zabrzmiało: żeby było łatwiej. Żeby przy okazji odkrywać, że „różnimy się jedynie tak bardzo podobnie”, że te cudowne różnice są sobie nawzajem bardzo potrzebne, a podobieństwa pozwalają uchwycić Boży pomysł na skonstruowanie człowieka. (…)
Życie jest tym najpiękniejszym czego możemy pragnąć, by móc się tym dzielić, to właśnie nasze małe nic, które, połączone z wiarą, może zaowocować jakimś nowym światem. Światem na co dzień ukrytym, tajemnicą Boga osłoniętą inną tajemnicą – czasu jej wyjawienia. Dużo tajemnic? Zawikłane to wszystko? Może na piśmie. “Świat powie to lepiej, niż książka przemilczy”. Żyje się po prostu, myśli muszą się tego dopiero nauczyć. A kiedy się nauczą – będziemy juz w Raju. I nie będzimy musieli nigdzie pielgrzymować, by budować jedność."
Jest sobota 6 pażdziernika, godzina 21.27 czasu (jeszcze) polskiego. Obie Agnieszki stawiły się kilka godzin temu zwarte i gotowe w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie. Trzeba było dopełnić ostatnich formalności, odebrać bilety lotnicze i … Wreszcie uwierzyć w to, co się dzieje. Jutro o 5.00 ruszamy na Okęcie, a stamtąd … Bo tak jest z tymi, którzy z Ducha narodzili się: nikt nie wie, dokąd pójdą za wolą Twą… Ciąg dalszy nastąpi, gdyż, mamy nadzieję, nasi aniołowie nadążą za Lufthansą
![]()
Moja przygoda z misjami zaczęła się na poważnie trzy lata temu, kiedy zaczynałam studia, jednocześnie angażując się w dopiero powstającą grupę lokalną Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. O samym dojrzewaniu powołania misyjnego miałam już okazję mówić wiele razy, więc może innym razem wspomnę to czy owo z przedostatniego roku minionego tysiąclecia (czas na przeliczenie… Tak, tak, to już tak długo). Nie lubię często wracać do tego samego, może dlatego też po raz kolejny ruszam nowym szlakiem, niesprawdzonym, wymagającym zaufania i swego rodzaju dezorganizacji. Tego ostatniego akurat mi nie brak, choć właśnie tę ułomnośc całkowicie wypełniam ufnością. Można powiedzieć, że ruszam w ciemno – za marzeniem, za którym, jak wierzę, kryje się jeszcze coś dużo większego, zakrytego przede mną stojącą na progu drogi. A droga prowadzi na pustynię – do miasta Piura na północy Peru. Pustynia… Czas?Przestrzeń? Miłość? Miłość na pewno. Jeśłi mam cokolwiek powtarzać, niech powtórzę po raz kolejny słowa znajomej siostry misjonarki z Nowosybirska: serce nigdzie nie zostaje, serce się "poszerza". I z moim tak się dzieje. Żadna jego część nie została w Gdańsku czy w Toruniu, nie została też ani cząstka na Ukrainie (jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało wobec moich ciągłych powrotów w tamte strony od czasu zeszłorocznego wyjazdu krótkoterminowego z ramienia wolontariatu). Nie, po prostu wszystkie odwiedzone miejsca i wszyscy napotkani ludzie pozostali w moim sercu i są moim jedynym bogactwem. Stąd też, jeszcze teraz, chcę zwrócić się ze szczególnym podziękowaniem do tych, którym tak wiele zawdzięczam. Tutaj przesuwają mi się przed oczyma wyobraźni liczne, tak bliskie mi twarze, lecz niech szczególne miejsce zajmie moja nie tak mała toruńska wspólnotka wolontariatu misyjnego, której znikomą cząstkę widać na zdjęciu obok. Kochani! Zarówno Wam, jak i wszystkim, którzy teraz czytają te słowa, życzę, by ten kolejny rok pracy, nauki i zdobywania nowych doświadczeń był piękny i owocny, prawdziwie misyjny, niezależnie od miejsca działania. "Misyjny" – w myśl słów, które czynię swoją dewizą:
MISJE: MIŁOŚĆ KU WIĘKSZEJ JEDNOŚCI.