Agnieszka Jaroszewicz

…A raczej dwie Agnieszki na misyjnym szlaku

Trudnych pytan ciag dalszy

05
05

Oratorium popołudniowe (równie dobrze każde inne spotkanie z dziećmi). Słyszę pytania raczej nie do pomyślenia w Polsce, a tutaj tak codzienne jak gra w piłkę nożną:
- Czy masz tatę?
- Taaak…
- Ja nie. A nie! Mam.
- To dlaczego najpierw powiedziałaś, ze nie masz?
- Ach, tam…
Więc prawda pozostaje w sferze domysłów.
Tata i mama to w ogóle temat, który można podejmować na wiele sposobów. Ale pytania o imiona rodziców nigdy nie są pierwsze. Wyprzedza je inne:
- Twój tata żyje?
- Tak
- A mama?
- Też
- (i dopiero:) Jak mają na imię?
Rodzina tutaj zawsze ma jednego członka więcej: Śmierć. Taka oswojona, zadomowiła się pod wieloma ubogimi dachami.

Trudne pytania, czyli lalkom Barbie mówimy: nie!

04
23

Jest sobota, jeszcze w zeszlym roku szkolnym. Przed rozpoczęciem zbiórki i rozejściem się do grup warsztatowych, dwie starsze dziewczynki, zachęcone przez młodszą koleżankę, Johanę, zaczęły mnie wypytywać o… różne rzeczy. Te pytania i komentarze mówią więcej o nich niż o mnie.
- Ile masz lat? (po usłyszeniu odpowiedzi) Masz chłopaka?
- Nie, mam wielu przyjaciół
- Jesteś bielutka… Wyglądasz jak lalka Barbie
- Nie… To nie tak. Naprawdę sądzisz, że to jest ładne? Powiem Ci, że wy jesteście dużo ładniejsze. Nigdy nie chciejcie dorównywać tej sztuczności.
- Macie pieniądze? (pierwszy strzał)
- Jak to? Kto? Nie rozumiem…
- Twoja rodzina
- No… Tak, mamy… Każdy ma, mniej lub więcej, ale każdy ma…
- No tak, ale wy nie bywacie głodni? („uuups!”)
- No… nie
- Masz w domu lodówkę? („ja już nie chcę!”)
- Tak…
- Masz komórkę? („każdy animator oratorium ma lepszy sprzęt niż ja…”)
- Mam, ale takich jak ja mam już się nie robi :)
Bardzo się ucieszyłam, jak przyszedł czas zbiórki. Tej rozmowy nigdy nie zapomnę.
Coś, co jest normalne okazuje się nienormalne, a nienormalne i niepoważne (jak lalka Barbie) staje się poważnym kryterium oceny wartosci.

To co w sercu

04
15

Oratorium popoludniowe. Sala grupy dziewczynek z 3-4 klasy prawie pełna. Jak zwykle wszystkie na raz mają pytania i wątpliwości, wszystkie chcą, żeby je pouczyć.

            Podnosi się rączka w ostatniej ławce. Podchodzę. Tym razem zadanie z religii. Trzeba napisać modlitwę do Jezusa z wizerunku Señor de Los Milagros . „Señorita, zna jakąś modlitwę?” „Nie, ale też nie potrzebujesz”. Wyraz zdziwienia na twarzy dziewczynki już mnie nie dziwi. Jak można w Peru zrobić coś bez gotowego schematu? Właśnie że można. „Wiesz, Leydi, najważniejsze jest to, co masz w sercu. Zastanów się, co najbardziej chcesz powiedzieć Jezusowi. O co poprosić, od czego chcesz zacząć… I zobaczysz, że to nie takie trudne. A za chwilę zawołaj mnie, bo koniecznie chce przeczytać.” Rzeczywiście, za chwilę rączka znów się podnosi. Leydi, szeroko uśmiechnięta, pokazuje swój zeszyt. „Señor, gracias por mi familia, por todo lo que tenemos, por la salud….” „Dzięki Ci, Panie, za moją rodzinę, za wszystko, co mamy…”. „Proszę Cię, żebyśmy zawsze byli zdrowi i żeby nie brakło nam codziennego chleba…”

            Dziękuję… Tak, wiedziała, co jest najważniejsze.

Bardzo stara mapa :)

04
07

Oratorium poranne to czas, który w zeszlym roku spedzalam w dużej mierze w bibliotece. Dzieci mają możliwość wypożyczać książki na miejscu, żeby wykonać swoje prace domowe. Czasami jednak ich ciekawość idzie w swoją stronę, niekoniecznie w tę, w którą w danym momencie kieruje szkolne zadanie… Ale też trudno jest hamować nieustające pytania. Któreś z nich może być wstępem do dalszych poszukiwań.

Dzień oratoryjny, biblioteka. Dzieci przynoszą mi mapę. Cud, że ten kawałek papieru jeszcze się trzyma w jednym kawałku, niemniej główki podnoszą się dumnie w górę: „Señorita, już wiemy gdzie leży Polska!” „No proszę! Pokażcie mi” „Gdzieś tutaj, prawda?” …No, prawie… Bądź co bądź jesteśmy w tej Unii… „Trochę dalej… O, tutaj, widzisz? I tu nawet jest zaznaczona nasza stolica”. Geografia to moja miłość. Nigdy nie zaszkodzi wykorzystać sytuację i zadać oratorianom jakieś nowe zadanie. „No to teraz poszukajcie mi jakich sąsiadów ma Polska. Tylko uprzedzam od razu, mogą być inni niż obecnie, bo mapa jest dość stara”. Za chwilę jeden chłopiec triumfalnie obwieszcza: „Już wiem! Australia!”. „Co?! Gdzieś to znalazł?” Wielki odkrywca już nie jest taki pewny swego, ale nie daje za wygraną: „Ta mapa jest bardzo stara”.

Ciasteczka dla mamy

03
31

Jest dzien przed inauguracja oratorium codziennego w tym roku szkolnym. Wiele przygotowan, wiele spotkan i sporo omawiania szczegolow, ktore… I tak sie zmienia. Ale "jedne rzeczy sie zmieniaja a inne nie"* Juz jakis czas temu zapowiedzialam ciag "obrazkow", ktore przedstwaia nieco naszych malych (i wiekszych) przyjaciol z Peru (i okolic :) ). I obietnicy dotrzymuje. A nie mowilam, ze sie zdziwicie? Minal moze tydzien od poprzedniegio wpisu :)

Każdego popołudnia w oratorium dzieci dostają ciepły posiłek. Tylko czasami marudzą, że coś im nie smakuje, lub zostawiają. Zwykle zjadają ze smakiem i szybciutko.
            Jest dzień jak każdy. W jadalni dzieci hałasują, a animatorzy pilnują porządku. Ci, którzy weszli pierwsi, już kończą obiad, inni jeszcze zajadają aż się uszy trzęsą. Przy stole, od którego już prawie wszyscy wstali, została mała dziewczynka. Siadam naprzeciwko i stroję śmieszne minki, dopingując do jedzenia. Bawimy się łyżką w samolocik i tym podobne gry, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Już wiem, że dziewczynka ma na imię Marisela. I że najwyraźniej nie ma dziś zbyt dużego apetytu. Za chwilkę nieśmiałym krokiem, równie nieśmiałym jak uśmiech mojej małej towarzyszki, zbliża się nieco starsza dziewczynka, jej siostra. „Ona już więcej nie zje” uśmiecha się i delikatnie przysiada obok. Wyjmuje z plecaka słoik i pyta: „Mogę…wziąć ze sobą to, co zostało…?” „Oczywiście” – odpowiadam bez wahania – „Ta porcja jest wasza. A nuż apetyt wróci” Uśmiechają się obydwie. Obok talerza leży kilka ciastek zbożowych. Podaję je dziewczynkom: „nie zapomnijcie o deserze”. W roześmianych oczkach pojawia się nowy błysk: „Będą dla mamy”.

            Oratorium to rodzina rodzin.

* A moze by tak kolejny konkurs na cytat? Dla podpowiedzi dodam, ze tym razem nie ksiazka, a film.

Pascha 2008

03
22

Krzyże są wszędzie:
i na wyżynach, jak ten ze zbocza krateru wulkanicznego opodal Quito,
i pod blaszanymi dachami małych domków na piaskach Piura.
Noszą je na szyi biskupi i najmniejsze dzieci z oratoriów latających.
 
Jednak na każdego z osobna musi przyjść czas odszukania na krzyżu oblicza Chrystusa. Potrzeba odwagi Weroniki, która odnalazła oblicze najpiękniejszego z synów ludzkich, spoglądając w zakrwawione oczy skazańca, oszpeconego tak, że postać jego była niepodobna do ludzi, wzgardzonego i odepchniętego, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa.
 
Być może Weronika nie pytałaby człowieka napotkanego w ogrodzie, gdzie jest jej Mistrz, tylko ucałowała tak, jak wcześniej swoją chustę.

Ożywa to, co potrafi umrzeć.

Zycze zanurzenia sie gleboko w tajemnice paschalne

Swiety Antoni na bazarze

03
19

To tak na pocieszenie dla spragnionych wiesci z Peru. Otoz, pewnego pieknego letniego popoludnia, wlasnie w momencie, w ktorym zasiadlam przy komputerze, zeby napisac… cokolwiek, zadzwonil telefon. Okazalo sie, ze trzej polscy misjonarze sa w podrozy wakacyjnej i chetnie by sie zatrzymali w Bosconii na noc lub dwie… ma sie rozumiec juz nic nie napisalam (po raz drugi czy trzeci tego pieknego, letniego dnia). Ale za to mam w zanadrzu sporo ciekawych historyjek misyjnych z parafii lezacych gdzies daleko (lub wysoko). Jedna z nich jest doskonala na poprawe humoru.

A to bylo tak… W jedna z niedziel do malego, lecz bardzo uroczego kosciolka parafialnego polozonego wysoko w Andach, (gdzie nie ma zbyt wiele drog dojazdu, za to zycie tetni jak wszedzie) weszla pewna starsza kobieta, dzwigajac cos duzego w szalu na plecach. Zainteresowany proboszcz wyjrzal z konfesjonalu i co zobaczyl? Kobieta owa zblizyla sie do prezbiterium, wyciagnela z szala figure swietego Antoniego i ustawila elegancko na wprost oltarza. "Co pani robi?" – zapytal zdziwiony misjonarz. "  "Ja nie moge dzis przyjsc na msze, bo ide na zakupy na bazar, ale swiety Antoni wyslucha za mnie mszy, a ja, wracajac z bazaru, zabiore go z powrotem". "Taaak? – zaczal proboszcz hamujac smiech – Mam dla pani inna propozycje: najpierw zostaniecie oboje na mszy swietej, a potem swiety Antoni pojdzie razem z pania na zakupy". "Tak ksiadz mowi…?". "Tak, tak bedzie lepiej, mowie pani". "No, skoro tak…"  …No i zostali na mszy elegancko oboje: i swiety Antoni i jego gospodarna przyjaciolka :)

Z serdecznymi pozdrowieniami dla ksiedza Norberta, ktory pewnie juz wrocil do swojej parafii, zeby dopilnowac wszystkiego zanim uda sie na zasluzony odpoczynek do Polski.

„I dlaczego ona nic nie pisze?”

03
16

Juz spiesze z wyjasnieniem. Nie pisze – bo jest szczesliwa :) A dlaczego napisala? Bo szczescie dzielone sie mnozy :) A tak poza tym, to minely pracowite… bardzo pracowite dwa miesiace. Bardzo piekne dwa miesiace. Czas vacaciones útiles i oratorium letniego, czas sprobowania swoich sil w pracy nauczycielskiej i przeroznych sztuk przyjemnych i pozytecznych. Tutaj na przyklad… Nauczylam sie zonglowac. Trzema: limonkami, malymi zielonymi pomaranczami, lub, mniej oryginalnie, pileczkami tenisowymi. Do wyboru. No moze nie do koloru, bo wszystko mniej wiecej w tej samej tonacji kolorystycznej. Obecnie mamy czas "zawieszenia", to znaczy zakonczyly sie akcje wakacyjne, zakonczyla sie kolejna wielka akcja ulotkowa trwajaca tydzien (podobnie jak poprzednia przed wakacjami), pomalu koncza sie zapisy na katechezy sakramentalne i niedlugo zapewne otworza sie zapisy do oratorium codziennego w roku szkolnym, polaczonego z pomoca w nauce. Wiele przygotowan, obecnie takze porzadkowych i kulinarnych przed swietami, ktore juz… no, dla mnie juz trwaja. Bosconia zyje, zmienia sie. jednych zegnamy, innych witamy. Troche przegladu "kronikarskiego" mozna zobaczyc juz w galerii zdjec. Ostatnio dodany album jest jednym z ciekawszych i wazniejszych: fotoreportazem, mozna powiedziec, z jednej z osmiu niedziel wakacyjnych bogatych w spotkania i w doswiadczenie zycia w okolicach Bosconii. Takie bardzo "misyjne" doswiadczenie. Zapraszam do ogladania, dzielenia sie wrazeniami i przemysleniami (zarowno tutaj jak i w galerii zdjec jest mozliwosc dodania komentarzy). Z przyjemnoscia powitam glosy zza oceanu, ktore odpowiadaja z glebi serca wypelnionego miloscia do Kosciola na roznych kontynentach.

A juz niedlugo… Zdziwicie sie zagladajac na te strone. Obiecuje.

Misyjny Dzień Dziecka 2008

01
06

Dzieci. Tutaj są wszędzie, spotykamy je w Bosconii, widzimy przez bramy i ogrodzenia – jak się bawią, jak się kłócą, jak szukają zajęcia i towarzystwa. Przede wszystkim jednak poznajemy je dzięki oratorium i opiece duszpasterskiej naszej misji. Są pierwszym i najważniejszym wyjaśnieniem naszej tu obecności, naszej pracy, radości i zmęczenia. Są naszymi przyjaciółmi. Znamy ich imiona i ulubione zabawy, czasem potrafimy przewidzieć ich wady i zalety. I nic w tym dziwnego. Spotykamy się często, z niektórymi codziennie.

            Przyjeżdżając tutaj mogłam myśleć jedynie stereotypowo o mieszkańcach slumsów, o samych tych dzielnicach jako o siedliskach skrajnego ubóstwa, gdzie jedynie spotyka się wyciągnięte dłonie i błyszczące, błagalnie wpatrzone w przypadkowego przechodnia oczy. Mogłam tak myśleć… Gdybym myślała. O błogosławiona bezmyślności!

            Widzimy tłumy naszych kochanych maluchów (i nieco starszych też) jak wchodzą przez bramę i formują rzędy żeby rozpocząć oratorium krótką modlitwą; pomagamy w nauce, denerwujemy się, gdy nie myślą i cieszymy się z ich sukcesów; żartujemy z naszego trudnego polskiego języka i wyjaśniamy, że to coś innego niż angielski; odpowiadamy na łatwe i trudne pytania, uczymy się ich gier i zabaw, wreszcie – słuchamy o ich troskach i problemach. Rzeczywistość ubóstwa i braku nadziei jest „oswojona”, a każdy mały (drewniany, murowany czy pleciony) domek ma swój adres, który skrzętnie notujemy przy zapisach do oratorium.

            Dzieci są zawsze sobą, nawet jeżeli przygniata je sytuacja, w którą zostały wrzucone bez możliwości wyboru. Prostota pytań, za którymi kryją się dramaty i piękno uśmiechu, który pojawia się nawet na ulicy, wbrew maskom „żebraczym”. Światło i cień, które się przeplatają, a nad którymi zawsze dominuje to jedno i najważniejsze: kolejna osóbka, kolejna tajemnica do przeniknięcia.

Rąbki tajemnic uchylają się w drobiazgach. Chwile – one odsłaniają to, co dni i tygodnie mogą ukryć. Właśnie w ten sposób będę chciała przedstawić Wam naszych przyjaciół i przekonać do „normalności” życia w „nienormalności” warunków. Że naprawdę mnóstwo jest małych Mozartów, którzy dopominają się o uznanie swojego skarbu, a tylko nie zawsze umiemy odczytać te drobne sygnały.*

Dziecięctwo i dziecinność to dwie różne rzeczy.

* I teraz konkurs: kto wie do zakonczenia jakiej ksiazki nawiazalam w tym zdaniu… Dla ulatwienia ;)  dodam, ze jest to jedna z tych, z ktorymi sie nie rozstaje, nawet tu, w Peru.

Cos sie konczy…?

12
31

Konczy sie jeden rok, zaczyna kolejny… Po Nowym Roku w Polsce studenci beda pomalu drzec* przed egzaminami -cos konczyc, a w Peru i uczniowie i studenci pójda na nowo zdobywac wiedze – cos zaczynac; styczen przyniesie zapewne (ufajmy) wieksze sniegi i mrozy polskim amatorom sportów zimowych, tutaj – sprawi, ze wszyscy zatesknia za basenem i morskimi, przepraszam, oceanicznymi falami, a to za sprawa najwiekszych letnich upalów.  Taaak… Wakacje. Zazwyczaj kojarza sie z wypoczynkiem (no dobrze, w obecnej ekonomicznej rzeczywistosci z praca w wielkiej Brytanii), ale Bosconia zapelni sie przed poludniem malymi i wiekszymi „milosnikami” nauki, a po poludniu takimiz wiekiem i wzrostem wielbicielami pilek, skakanek i innych gier, jakichkolwiek sie nie wymysli. Ruszaja bowiem: „vacaciones útiles”, Oratorio Sol Bosco i szkola katechetów. Po kolei. „Vacaciones útiles” to szansa dla tych, którym sie nie chcialo w ciagu roku… Teraz musi im sie chciec. A poza tym… Cóz piekniejszego niz matematyka kiedy slonce swieci ;) Taki tu obyczaj. Oratorio Sol Bosco ma to do siebie, ze juz sama nazwa mnie zachwyca swoja pomyslowoscia, a jest po prostu szansa gier i zabaw, owocnego wykorzystania wakacyjnego czasu z dala od monotonii piaszczystych przedprozy malych okolicznych domków. Ostatnia propozycja jest skierowana do tych raczej starszych, którzy przyjeli lub maja przyjac sakrament bierzmowania, a którzy chca pomóc w prowadzeniu do Boga swoich mlodszych przyjaciól. Przy okazji jest to pewna droga, czesto zupelnie nowa, na której moga odkryc nowych siebie. Guillermina, jedna z animatorek oddanych niemal bez reszty pracy w oratorium i przygotowaniu do Pierwszej Komunii, dopóki nie zostala „nominowana” na animatorke, nigdy nie sadzila, ze potrafi pracowac z dziecmi. Obecnie nie widze wielu lepszych od niej.

Nowa droga, nowe odkrywanie siebie samych, nowe wyzwania, nowe przedsiewziecia… A przy tym bagaz doswiadczen, lancuszek wdziecznosci przyjaciól, który nigdy sie nie urywa i towarzyszy przez cale zycie – Niech Nowy Rok 2008 bedzie nieustannym zaskakiwaniem siebie samych i pozwalaniem na zaskakiwanie nas przez Boga.

Prospero Año Nuevo!