Agnieszka Jaroszewicz

…A raczej dwie Agnieszki na misyjnym szlaku

Kiedy mi nadano imię…

01
23

pict4260Już minął 21 stycznia, a ja z uśmiechem wspomniałam dzień, kiedy spontanicznie dostałam nowe imię… Czyli kolejna wzmianka o mojej wielkiej sympatii – Jeffersonie 🙂

W „oratorium latającym” im. Bartolomé Garelli w Kurt Beer wprowadziliśmy porządek. Każde dziecko zostało zapisane na listę i otrzymało kolorowy identyfikator z imieniem. Animatorzy też. W następną niedzielę okazało się, że zapomniałam swojego. Ustawiłam się grzecznie razem z dziećmi w kolejce. Tuż obok czekał chłopczyk, w którego oczach można by się utopić. I jak tu nie zaczepić takiego przystojniaka? Trzeba było coś wymyślić.

  No popatrz, wszystkich pytają o imię. Jakie imię mi nadasz?

  …???

  No, jakie imię byś chciał, żebym miała? Jakie mi pasuje?

  Espíritu Santo

  yyy… (po polsku też bym nie wiedziała co powiedzieć) …No, ale jakie? (naprawdę byłam ciekawa)

  Maricielo

I tutaj mój mały przyjaciel, Jefferson, speszył się nieco.

Nosząc dumnie plakietkę z napisem „Agnieszka Maricielo” zastanawiałam się, czy miałam zaszczyt otrzymać imię jego mamy czy kogoś innego, równie ważnego. A może tak jak ja uważa, że najlepiej to jest w niebie? (cielo) Na pewno właśnie tam się razem spotkamy.

  1. Teri napisal(a),

    Witaj ! Walentynkowe DUŻE SERCE zostawiam dla Ciebie i wszystkich, których Bóg stawia na Twojej drodze Agnieszko

Dodaj komentarz