Agnieszka Jaroszewicz

…A raczej dwie Agnieszki na misyjnym szlaku

Dzień Przyjaciela

07
04

Dzisiaj właśnie przypada pierwszy w Peru, oddzielony od dnia zakochanych, Dzień Przyjaciela. Podczas gdy wielką propagandę robi jedna z marek piwa, a wielu szykuje się do wielkich imprez, ja witam się z kolejnymi przyjaciółmi, którzy do tej pory mnie nie widzieli od czasu mojego przybycia tutaj w zeszły piątek. Udałam się też do jednej z uboższych dzielnic, choć może nie aż tak daleko, jak tydzień temu, ale też w odwiedziny.

Odwiedziłam rodzinę mojego przyjaciela. Powędrowałam tam z jego młodszą siostrzyczką, która rano uczestniczyła w katechezie przygotowującej do I Komunii Świętej. Do worka na plecach wrzuciłam przesyłki do dostarczenia i trochę polskich słodyczy: pierników toruńskich i krówek. Milusdy dostała cukierka już po drodze. Już w domku włożyłam drugą krówkę do rączki małego Cristophera. Za jakiś czas maluszek przychodzi do pokoiku swojego starszego brata, gdzie w najlepsze siedzimy i gawędzimy o oratorium i zmianach w Bosconii i, wspinając się mu na kolana, odłamuje kawałek słodyczy i wkłada do buzi starszego brata, siostrze rzucając komentarz: „dla ciebie nie, bo ty już jadłaś”. Oczywiście wszystko zostaje skwitowane uśmiechami, a potem wspólnymi zdjęciami.

 Można wiele trąbić o przyjaźni, można urządzać wielkie imprezy, ale jeżeli nie będzie się ona objawiać tak zwyczajnie na co dzień jak miłość braterska, na nic nam się zdadzą wszelkie fiesty. Wystarczy jeden podzielony cukierek, żeby wyrazić to, jak bardzo można z kimś dzielić życie na drodze miłości.

  1. Łukasz napisal(a),

    🙂 też chciałbym… być na misjach

Dodaj komentarz