Agnieszka Jaroszewicz

…A raczej dwie Agnieszki na misyjnym szlaku

Archive for the ‘Spojrzenie stąd’ Category

Spojrzenie dające życie cz.V

Przypominam, że od pewnego czasu dzielę się radością z bogactwa, które było udziałem mojej towarzyszki Agnieszki, które jeszcze pozostała w Piura. Tuż przed rozpoczęciem okresu adwentu Aga przeżyła niezwykłe rekolekcje. Oto ostatnia częśc jej listu:

(…) W środku tygodnia przyjechała Matka Generalna z Londynu, Maria Javiera. W czasie prywatnego spotkania z nią zapytałam między innymi o jej wrażenia z rozmów, jakie odbyła z Janem Pawłem II. Powiedziała coś, co bardzo utkwiło mi w pamięci, a mianowicie, że kiedy z nim rozmawiała towarzyszyła jej myśl o momencie kiedy kapłan unosi Hostię mówiąc: Oto Baranek Boży… Porównała Ojca Świętego do takiego dobrego chleba, który bezgranicznie oddaje się innym.

Był to bardzo ubogacający i potrzebny czas, choć nie było mi wcale tak łatwo jak pierwotnie to sobie zaplanowałam. Praktycznie od początku towarzyszyło mi uczucie, że to wszystko rozgrywa się na granicy mojej wytrzymałości. Momentami przerastało to moje możliwości, ale właśnie w tych trudnościach i w szczerym pragnieniu, by zamieniły się one w ofiarę, usiłowałam stworzyć Panu Bogu przestrzeń do Jego działanie.

Spojrzenie dające życie cz.IV

imagen-109(…) Siostry żyją według surowej, jak dla mnie, reguły benedyktyńskiej. Ich klasztor mieści się na bardzo pustynnym terenie Sechura. Jest tak sucho, że nawet kaktusy umierają. Oprócz modlitw w ciągu dnia i w nocy, co pół godziny zmieniają się na Adoracji, a w nocy co godzinę. Mówi się niewiele, tylko o sprawach koniecznych, swobodnie można rozmawiać jedynie przez niecałą godzinę w czasie popołudniowej przerwy. Jest to też czas, by rozwijać swoje talenty. To właśnie – w tym momencie siostry podrzucały mi flet, zabierały karmić kury, podlewać dopiero co posadzone bananowce, zbierać patyki do pieca, zachęcały do gry na pianinie. Próbowałam przypomnieć sobie mój ulubiony fragment z opery „Wesele Figara” Mozarta, ale dość nieudolnie mi to szło, bo miałam problemy, żeby zsynchronizować pracę rąk z nogami, które musiały pompować pianino, aby wydobyć jakikolwiek dźwięk. Sióstr jest osiem. Z każdą jakoś udało mi się nawiązać kontakt towarzysząc albo przy karmieniu zwierząt, albo w ogrodzie, przy gotowaniu, pieczeniu chleba, sprzątaniu, w ich cichej codzienności. Można było odczuć jak emanuje  z nich spokój, poczucie pewności. Nie są to jakieś ofiary losu, które się poświęcają, ale kobiety całkowicie spełnione, które poszły w stronę pociągającej je miłości.

c.d.n.

Spojrzenie dające życie cz.III

(…) W kaplicy sióstr trwa nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Od trzydziestu lat, w dzień i w nocy, nieprzerwanie zanoszone są modlitwy. Jest to adoracja Chrystusa Zmartwychwstałego obecnego pod postacią Hostii. On tam cały czas jest, a one są przy Nim. Na filarach ołtarza wyryte zostały dwie główne intencje modlitw: za papieża i Kościół oraz za Peru i Amerykę Łacińską. Jak bardzo potrzebny jest taki charyzmat w Kościele, jak ważna jest ta modlitwa, bo to pewnie dzięki niej niejednokrotnie otwiera się niebo, zsyłając łaski dla świata.

c.d.n.

Spojrzenie dające życie cz.II

(…) Matka Nocoll zaprosiła mnie na teren klauzury. Najpierw zaprowadziła mnie przed Najświętszy Sakrament, potem oprowadziła po klasztorze wyjaśniając najważniejsze reguły, pokazała mi moją celę, aż w końcu znalazłyśmy się przed maleńkim ołtarzykiem poświęconym Adele Garnier – założycielce zgromadzenia, Janowi Pawłowi II i polskim męczennikom zamordowanym na początku lat 90 – tych w Chimbote. franciszkanie-meczennicyByli to dwaj franciszkanie: O. Zbigniew Strzałkowki i O. Michał Tomaszek, pochodzący z Łękawicy k/Żywca. To właśnie tam położono mi na rękach relikwie tych męczenników: flakonik z ziemią zmieszaną z krwią zabitych zakonników. Trudno powiedzieć, że powaliło mnie na kolana, bo już od jakiegoś czasu obie klęczałyśmy, ale był to jeden z piękniejszych momentów. Uwielbiałam tam wracać, brać je do rąk i patrzeć na nie. Nasuwały mi się wtedy myśli, że potrzebna jest taka ofiara życia, dzięki której być może tak ja ta krew misjonarzy wsiąknęła w ziemię, tak Boża Ewangelia przeniknie serca mieszkańców tej ziemi.

c.d.n.

Spojrzenie dające życie

Trwa adwent, czas w którym szukamy ciszy, szukamy zatrzymania, poszukujemy Ducha w naszym życiu. I czekamy. To piękny czas. Chcę przybliżyc Wam nieco Niebo tu na ziemię, umieszczając w ciągu najbliższych kilku dni list mojej towarzyszki z wolontariatu, Agnieszki, która jeszcze została w Piura. Patrząc na jej promienny uśmiech na zdjęciu powyżej, zaczerpnijmy co tylko się da z jej doświadczenia Boga i modlitwy…

Wielokrotnie przez kila dni usiłowałam się dodzwonić. Brak jakiegokolwiek kontaktu, ale nie traciłam wiary. Wiedziałam, że na ulicy Sánchez Cerro mam wsiąść w autobus jadący do Sechura, ok półtorej godziny drogi na południe od Piura, tam wysiąść na targu i kierować się w stronę rynku, a potem na plac Jana Pawła II. Dotarłam. Przeczytałam tabliczkę: Zadzwoń. Bezskutecznie szukałam przycisku dzwonka, rozwiązania bywają dużo prostsze, trzeba pociągnąć za sznur, raz, drugi… W końcu otworzyło się maleńkie okno w drzwiach na których widniał napis: sprzedajemy patyki na opał. W kilku słowach przedstawiłam się, powołałam na kogo trzeba i nakreśliłam z czym przychodzę. Chyba wzbudziłam zaufanie, bo zamknęło się okienko, a otworzyły drzwi i zostałam zaproszona do środka. Pierwsze co usłyszałam, wypowiedziane cichutkim głosem, to czy jadłam już śniadanie.

Tak trafiłam do klauzurowych sióstr benedyktynek, adoratorek Najświętszego Serca. Moje zasadnicze pytanie to czy mogę tu odprawić swoje rekolekcje. Otrzymałam kilkakrotne zapewnienie od matki przełożonej: „Of course, hija…” – mówiącej w spanglish. Kilka dni później wróciłam tam z najpotrzebniejszymi rzeczami.

c.d.n.

Szczęśliwego Nowego Roku! …Liturgicznego :)

Może nie hucznie witany, ale przecież oczekiwany. Zawsze jest okazją do rozpoczęcia na nowo. Niedawno świętowaliśmy Chrystusa Króla, teraz… okazuje się, że ten Król tylko czeka, żeby przyjśc w sposób dośc niestandardowy. Ale tak to już jest. Wiele razy potrzebujemy na nowo przekonac się, że konieczna jest zmiana spojrzenia: na siebie, na drugiego człowieka, na świat, na własne obowiązki i pragnienia. Na pewno doświadczenie misyjne zmienia spojrzenie, i to bardzo, ale za to potem trzeba nauczyc się życ ze swoją nową prawdą. Jest ciężko, zwłaszcza, że nie raz się łezkę uroni z tęsknoty i aż kusi, żeby odliczac miesiące i dni. Albo ma się wrażenie, że „mój czas już minął”, że zapomnieli…

I wtedy przychodzi e-mail po hiszpańsku. „Cześc moja kochana przyjaciółko! Jak żyjesz? Tutaj wszyscy tęsknimy, dzieci pytają o Ciebie. Freidera musiałam przekonac, żeby nadal uczestniczył w zajęciach warsztatów teatralnych. Przychodzi. Roxana pyta co u Ciebie, chyba wiadomośc nie doszła. Ale się nie martw, ja ich tu wszystkich pilnuję…” collageI po raz kolejny, i znów, przechodzą mi przed oczyma obrazy kolejnych twarzyczek, kolejnych historii przemiany małych łobuziaków. I przypominają mi się tysiące pytań tuż po moim przyjeździe: „a znasz Gosię?” „Znasz Elę?” „A Hanię?” „A Artura znasz?”. I jeszcze pytania o wolontariuszy z Hiszpanii: „Wiesz która to Monica?” „A Carlas?” I koje odpowiedzi z uśmiechem: „Tak, tego ze zdjęc, z tą wymieniałam listy, o Hani słyszałam, o Monice i Carlasie słyszałam dużo dobrego, ale ich nie znam, bo są z Hiszpanii…” 🙂 I pamiętam pytania moich, starszych już, przyjaciół, gdy zbliżał się mój wyjazd: „Powiedz, ale czy mamy miec nadzieję, że wrócisz? czy mamy sobie powiedziec, że nie i spróbowac zapomniec? Bo to tak ciężko, wy przyjeżdżacie, zawsze się zżyjemy i potem mamy problem, bo bardzo tęsknimy i serce boli…”

Nie zapominają, każdy, kto choc na tydzień się pojawił w Bosconii, w czyimś serduszku na pewno został odnotowany, za jakiś szczegół, za uśmiech, za pociągnięcie za nosek, za uścisk dłoni, albo po prostu za to, że się zjawił. Został dostrzeżony, zobaczony. Takiego spojrzenia dostrzegającego często nam brakuje. Może właśnie Adwent jest dobrym czasem, aby zmieniac swoje spojrzenie na człowieka, uwrażliwiac. Żeby zobaczyc małego Króla gdy przyjdzie. Niech to będą moje życzenia liturgicznonoworoczne.

powrót przed Powrotem i nic z powrotem

Jest 24 października, zaraz ruszam ponownie do czytelni na strawę duchową przy esejach Herberta. Słońce świeci ile sił, ale szyję na pewno szczelnie okręcę szalikiem. Stoi przede mną miska z kiszoną kapustą, ale ryż ugotowałam jakoś „dziwnie” na czosnku i zabarwiłam czymś czerwonym… Za oknami wciąż jeszcze piękna polska złota jesień, lecz czasami chwytam się na tym, że zamiast zgłębiac „Idee czystej fenomenologii i fenomenologicznej filozofii” wędruję gdzieś tam po piaskach, dźwigam kogoś „na barana” czy urządzam konkurs skoków do basenu w styczniowe, upalne dni… Już oficjalnie wróciłam, dokładnie 11 września przyleciałam (moje walizki nieco później) do Warszawy. Już działo się dużo i jeszcze dużo się stanie. Już wiele słów się powiedziało, wiele zdjęc się pokazało, wiele planów z przełożnym sie skonsultowało i tak… Ale to następnym razem wspomnę o Wielkim Planie 🙂

Pomału pamięc wraca, choc zdarza się, że mylę ulice albo zapominam skąd rusza jaki autobus. Zdarzają się śmieszne sytuacje polegające na moim specyficznym pojęciu „nowości” czegoś. I już tylko czasami niektórzy nie rozumieją tego, co mówię… Za to dwa razy w tygodniu mogę sobie poużywac na kursie hiszpanskiego 🙂 A tak najogólniej to jestem SZCZĘŚLIWA, w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie, może się tak jawnie nie zmieniłam, poza tym że stałam się jeszcze bardziej dziecinna, ale wszystko jest bardzo różne, co znaczy, że jednak, jednak… Jednak to my nadajemy sens przedmiotom, miejscom i zdarzeniom. To my nadajemy pogodę dniowi, a nie on nam. Dostałam wszystko, a wiem, że dostanę jeszcze więcej. A dałam… Co mogłam, maksymalnie dużo. I nic nie chcę z powrotem.

Idziemy do przodu. Tylko tutaj będę siegac wstecz, wyciągac refleksje od dawna przygotowane, których nie było czasu wkleic na stronę. A Powrót? Powrót oczywiście będzie 🙂 I to nie w tak odległym czasie. I jeszcze bardziej ubogacona zbiorem niebiańskich „procentów” złożonej w Bogu ufności.

Wszystkim za wszystko dziękuję. Wasza modlitwa była dla mnie wszystkim. A jeżeli jeszcze został nawyk zaglądania na tę stronę, ja cały czas zapraszam, będą kolejne wpisy. Zapraszam też na stronę innej wolontariuszki, Anety, która obecnie jest w Piura. Stronę tę dodałam do linków. Zawsze warto zobaczyc, jak tę samą pracę widzi się innymi oczyma. I wspierajmy też Agnieszkę, która jeszcze na pół roku została oraz Anię, która razem z Anetą rozpoczęła swoją posługę wolontariacką.